Styczniowa sanna 2026

To był „spontan”. Krótka akcja skrzykiwania chętnych pozwoliła na zebranie się tuzina poszukiwaczy mrozu, śniegu, śmiechu, no i sanny oczywiście.
W zaprzyjaźnionym gospodarstwie Adama Boryczki w podradomskich Siczkach stawiliśmy się w sobotę 24 stycznia, w samo południe (według zegarków, bo słońce skutecznie schowało się za gęstymi chmurami). Świeży, sypki śnieg przykrył ten już ubity i bardziej przypominający lód. Nie dało się ulepić bałwana czy rzucać śnieżkami, ale za to leśna trasa sań i sanek, holowanych przez konie mechaniczne Ursusa, była pokryta czystą białą pierzynką.

Po powrocie pasażerowie kuligu mogli usmażyć nad ogniskiem kiełbaski i co kto lubi, zwłaszcza że obowiązywała zasada – jesz i pijesz co przyniesiesz. Tyle że, jak zwykle, towary trafiły do ogólnego poczęstunku na wspólnym stole.  I o to chodziło.

Tekst Krzysztof Kapturski

Zdjęcia – uczestnicy kuligu

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Tłumacz