Wspinaliśmy się długimi podjazdami i 18 tunelami mając w dole z lewej strony Dunaj, miejscami szeroki do 1 – 2 km lub wąski. Schodzące się do siebie strome skały zboczy gór tworzą wrażenia wielkich skalistych wrót, przez które przelewa się ta wspaniała rzeka. Z góry widać jak w dół lub w górę rzeki płyną pchacze z zestawami barek oraz turystyczne statki.
Pomiedzy Donji Milanovac a Tekiją mijamy wspaniałe krajobrazy Dunaju utworzone przez kaniony : Veliki Kazan i Mali Kazan. Pod Tekiją w nasza stronę z rumuńskiego brzegu patrzył na nas dumny wódz Daków Decebal walczący w I w n.e. z rzymskimi legionami pod wodza Trajana. Został pokonany w 106 r a Dacja stała się kolejną rzymską prowincją. Popiersie Decebala zostało wyrzeźbione po stronie rumuńskiej w olbrzymiej skale i na tle gór tworzy wspaniały widok. Tu wykuta w skałach w latach 1951-61 droga wspina się na wysokość ok 300 m i oczom naszym ukazała przepiękna panorama przełomu Dunaju. Zwężająca się rzeka przepływa pomiędzy białymi urwiskami skalnymi porośniętymi gęstą roślinnością. Blisko 100 kilometrowy odcinek Derdapskiego Parku był dość trudny. Ciągłe podjazdy i zjazdy, wymagały dobrej kondycji, jednak pokonywanie ich nie sprawiały nam kłopotu mimo, że rower wraz z ekwipunkiem wyprawowym ważył ok.45 kg a wiatr był dla nas przeciwnikiem wiejąc nam ciągle w twarz. Po stronie Rumuńskie wzdłuż Dunaju ciągnęła się równoległa do naszej podobna droga, wykuta w zerwiskach skalnych. Za Sip gdzie znajduje się mało malownicza zapora Derdap I ikończy sie Derdapski Park. Dalej kontynuujemy trasę naddunajską drogą kierując się na Kladovo i Negotin zmierzając do odleglej ok 100 km Bułgarii. Ten odcinek prowadzi już doliną Dunaju, jest łatwy i wiedzie przez malownicze serbskie wioski. Po trasie spotykamy dunajskie żółwie wygrzewające się na drogach. Ostatni nocleg na terenie Serbii organizujemy w Mihailovac przed Negotinem gdzie namioty rozbijamy nad oczkiem wodnym przy Dunaju w otoczeniu licznie biegających zielonych jaszczurek . Ciekawskie zwierzaczki wchodziły nam nawet na drewniany stół na którym rozłożyliśmy kolację. W nocy aż do rana towarzyszył nam koncert setek żab. Dla mnie była to cudowna noc przy wspaniałej “muzyce”, dla Marka nocny dyskomfort.

